Właśnie wylazłem z #diuna…

Właśnie wylazłem z #diuna oglądanej w imaxie. Czekałem odkąd pojawiły się pierwsze informacje, kilka miesięcy temu udało mi się skończyć dwa pierwsze tomy – drugi nie powalił na kolana delikatnie mówiąc.
W dodatku Denis Villeneuve to mój ulubiony reżyser.
Jak się to skończyło?
Diuna to przepięknie wyglądająca i fenomenalnie brzmiąca reklama drogich kosmetyków trwająca 3 godziny, i bez loga producenta. Epickie sceny, niesamowite zwroty akcji i wydarzenia podane są w tak bezpłciowy i monumentalny sposób, że nie czujemy niemal żadnych emocji cały seans – dosłownie, cały! Mimo, iż książka jest moim zdaniem oddana na tyle, żeby było ok (i nie jestem z tych, którzy mają za złe filmom nie podążanie za pierwowzorem etc.) to to kompletnie nie było źródło problemu. Diuna to po prostu film bez żadnej duszy. Oglądamy zlepek powiązanych ze sobą scen, i nie dostajemy gęsiej skórki ani razu. Ani razu nie podnosi nam się ciśnienie, nie czujemy ucisku w żołądku. A jest to dla mnie o tyle szok, o ile uważam, że Blade Runner, Pogorzelisko, Labirynt – te filmy genialnie pokazują twisty fabularne, ważne wydarzenia, emocje bohaterów. Diuna nie wygląda jak film tego samego reżysera ! Całkowite skupienie się na audiowideo spowodowało, że jako historia – nie chcemy znać kompletnie ani jej dalszego ciągu, ani nie zależy nam na bohaterach ją tworzących.
Jestem po prostu smutny, bo tak naprawdę nie wiem co myśleć o tym dalej (a im dalej myślę o Diunie, którą widziałem dziś w kinie, tym gorzej dla niej samej) tym bardziej o drugiej części. Wydaje mi się, że to nie tylko najgorszy film Villeneuve, ale i zaprzepaszczona szansa na jakikolwiek emocjonalny rollercoaster dalej. Trudno będzie z tego coś wydłubać.
Przepiękna, śpiewająca, ale jednak – wydmuszka.
5/10
Wstawiam plakat z Bestią Rabbanem, bo uważam, że castingi Bautisty i Skarsgaarda to złoto.
#filmy #ogladajzwykopem #kino na podstawie potężnej książki #scifi

Komentarze są wyłączone.